top of page
  • Etsy
  • Facebook Social Icon
  • Instagram Social Icon
  • Blogger Ikona społeczna

Dziad z kijem

Kiedy byłam w liceum (katolicka szkoła z internatem), miało miejsce pewne wydarzenie, które - pomimo upływu wielu lat - wciąż jest we mnie żywe i wciąż budzi wiele negatywnych emocji. W młodszej o rok klasie nauczycielka fizyki w brutalny sposób zaatakowała jedną z uczennic, która nie umiała odpowiedzieć na jedno z pytań. Pani "profesor" wywlekła dziewczynę z ławki, złapała za włosy i zaczęła uderzać jej głową o tablicę. Tak, nawet kiedy to piszę, trudno mi uwierzyć, że tak było naprawdę... Naturalną reakcją przełożonej klasztoru było wyrzucenie nauczycielki w trybie natychmiastowym. Dziś dziwię się, że nie wezwano policji i nie postawiono jej oskarżeń; zwolnienie z pracy to w zasadzie żadna kara. Jednak pani nauczycielka zachowała pracę i do dziś cieszy się w szkole wielką estymą, a ja przez długi czas czułam się winna, bo było to możliwe dzięki interwencji mojej wychowawczyni (której mam nadzieję NIGDY w swoim życiu nie spotkać). Otóż siostra M. przyszła do nas, swoich wychowanek, i przekonała nas, żebyśmy wybłagały u przełożonej pozostawienie fizyczki w szkole. I tak się stało. Podczas spotkania z przełożoną nie odzywałam się, ale i tak miałam poczucie, że biorę udział w jakimś grubym przestępstwie i że zdradzam koleżankę...

W pani nauczycielce coś "pękło", co zdarzało się jej wcześniej. Wobec mnie też parę razy zachowała się w podobny sposób, kiedy nie umiałam znałam odpowiedzi na różne pytania. W moim i wielu innych przypadkach kończyło się na przemocy słownej, a nie wyrywaniu włosów z głowy i powodowaniu wstrząsu mózgu.

Piszę o tym, bo dziś w parku, kiedy spacerowałam z psem, znów spotkałam kogoś, kto "pękł". Jakiś facet na widok mojego pupila płoszącego "mu" wiewiórki, które on zamierzał karmić z ręki, złapał wielkiego kija i ruszył na mnie z wyzwiskami, no i tym kijem, ostatecznie rzuconym w stronę Bogu ducha winnego zwierzęcia. Darł się i wyzywał mnie, a ludzie wokół stali, patrzyli i nie reagowali... Podeszłam do niego bardzo blisko i zapytałam cicho, dlaczego się tak wydziera, na co on przez chwilę nie wiedział, co odpowiedzieć, a w końcu wypalił: "Bo jesteś... głupia!". Uspokoił się, ale kiedy się oddaliłam, znów krzyczał za mną, prawie płacząc, że nie mam serca i teraz wiewiórki do niego nie przyjdą.

Z ludźmi, którzy "pękają" i reagują nieadekwatną do wydarzenia przemocą, nie ma płaszczyzny do porozumienia. Problem polega na tym, że jesteśmy społeczeństwem, gdzie nikogo to nie dziwi i nikt z tym nic nie robi, gdzie jest takie zachowanie przyjmowane ze "zrozumieniem". Moja wychowawczyni z LO na wieść o zakonnicy skazanej za znęcanie się nad dziećmi w domu dziecka stwierdziła, że wyrok jest błędem, bo dzieci są "trudne"...

Tymczasem reagowanie nieadekwatną przemocą jest domeną dzieci, a nie ludzi dorosłych, jednak dzieciom, zwłaszcza tym, które nie potrafią jeszcze mówić, nie wolno wyrażać gniewu bez utraty akceptacji opiekuna. Tłumione emocje nigdy nie znikają, tlą się w nas i dają wyraz, kiedy jesteśmy teoretycznie dojrzali i tego rodzaju zachowania są społecznie akceptowalne, nawet przez policję, o czym boleśnie się ostatnio przekonałam. To dlatego stary dziad wrzeszczy i bije, kiedy nie może nakarmić wiewiórek z ręki, a gdy spotyka się z dorosłą reakcją, płacze jak dziecko.


 
 
 

Komentarze


bottom of page